Ostatni upalny dzień
05/02/2007Jadąc w listopadzie o zmroku w temperaturze poniżej 10 stopni wspominałem mój wyjazd do Poznania w ostatni dzień lipca. Jak sie pozniej okazało był to ostatni dzień fali upałów tego lata. W zasadzie pomysł wyjazdu był przypadkowy bo zrezygnowałem ze startu w Lech Malta Bike Festiwal ktory miał odbyć się w sobote a chęć spędzenia weekendu z rodziną pozostał, postanowiłem że ja pojade rowerem a oni samochodem i spotkamy się na miejscu.
Trasa jaką chcialem jechać miała omijać ruchliwe drogi krajowe co się udało prawie w 100% oraz być krótsza co już niezbyt mi wyszło.
W piątkowe południe trzy Powerady, dwa banany, baton oraz bidon wody jechały w kierunku Poznania. Upał pond 30 stopni dał się we znaki już na samym początku lecz miałem nadzieje że większość trasy będzie przebiegała zacienionymi drogami. Początkowe kilometry trasy przebiegały znanymi mi już terenami pałuk: Dąbrowa, Parlin, Parlinek, Niestronno, Ryszewo. Ładne tereny, sporo lasów i dość mały ruch na drodze spowodował że jazda była przyjemna. Dojechałem do drogi krajowej E261 - Gniezno - Żnin i zacząłem kierować się na południe w stronę Gniezna. Spory ruch na drodze, brak cienia i kilka ciekawych podjazdów w tych warunkach troche mnie zmęczyło. Dojechałem do miejscowości Modliszewko i skręciłem w prawo kierując się do Kłecka. W Kłecku kierowałem się ponownie na południe. Zrobiło się płasko i lekko pod wiatr. Zero drzew. W oddali widać bylo Lednicki Park Krajobrazowy. Upał dawał się we znaki. Batony i banany poszły na obiadek. Chwila odpoczynku i ruszyłem dalej. Reszta drogi to błądzenie polami i łąkami w okolicach Bednar i puszczy Zielonka. Swoją drogą gdy ujżałem tablice witającą w puszczy zielonce uzmysłowiłem sobie że do celu mam jeszcze sporo drogi i z tych planowanych 100 km zrobi sie 140. Mielno, Kliny, Kicin i Czerwonak i byłem prawie na miejscu:) Telefon od żony i upewnienie się że czeka na mnie schłodzone piwko obudziło we mnie ostatnie rezerwy energii. Pozostało przedostać się tylko przez miasto na ulice Mostową i było po wszystkim. 5 godzin i 37 minut w ponad trzydziesto stopniowym upale. Licznik pokazał 137 km. Do tej pory był to mój najdłuższy dzienny przelot. W dodatku w tak ciężkich warunkach. Następnego dnia skończyło się lato bo temperatura spadła poniżej 25 stopni i padał deszcz. Był to ostani tak upalny dzień lata 2006.





