Łódź, kurcze! – Mazovia MTB 27.04.2008
sławek | 27/04/2008
Dystans: 54 km (Mega)
Czas: 2:55:39
458 miejsce na 639 startujących w Open
138 miejsce na 201 startujących w kategorii M3
Łódź to pierwszy maraton w którym miałem wystartować w tym roku. Mała ilość kilometrów przejechanych w tym sezonie raczej nie wróżył nic wyjątkowego.
No ale nic, kiedyś wkońcu trzeba zacząć sezon. O godzinie 8 rano po małym błądzeniu znalazłem się w biurze zawodów, szybka rejestracja, opłata i na parking.
Na maratonach w okolicy można kogoś znajomego spotkać, a tu nikt znany.
Start z ostatnich miejsc poza jakimkolwiek sektorem, oznaczał że trzeba będzie dać z siebie dużo już na samym starcie. Nie lubie tego, wole jechać swoim tempem i nie rwać na maxa od samego początku. Tutaj nie było innego wyjścia z uwagi na sporą ilość zawodników i po wjechaniu w teren z wyprzedzaniem będą kłopoty.
Kłopoty były ale innego typu. Zaczęło się od tego że zapomniałem zabrać z domu camelbaka, myśle no OK pojade z bidonem nie ma wyjścia. Na pierwszym bufecie złapałem w locie butelke isostara i wrzuciłem w tylną kieszonke. W bidonie jeszcze coś było więc zabezpieczony byłem. Nie wiem kiedy na jakimś zjeździe butelka z tylniej kieszonki poleciała sobie w krzaki. Zostałem z paroma łykami w bidonie, tragedia. Do następnego bufetu pewnie ze 20 km. Myślałem dam rade, najwyżej troche pocierpie. Jak się potem okazało, prawie płakałem z bólu pare km dalej po tym jak złapały mnie kurcze nóg. Pierwszy raz w życiu coś takiego mi się przytrafiło.
Kompletnie nie wiedziałem co robić, moja prędkość spadła z 24 do 18 km/h. Nie mogłem kręcić pedałami, czułem się okropnie. Ostatnie kilometry to była już tylko walka o przetrwanie, o to żeby wogóle dojechać do mety. Jeszcze kilka godzin po ukończeniu czułem ból nóg i chwilowe kurcze mięśni. Bez kamelbaka już sie więcej nie ruszam.
Trasa super, malownicza, ciekawa, troche górek, dobrze oznaczona, poprostu bajka. Według niektórych najciekawsza do tej pory w tym roku. No ale przecież to był drugi do tej pory maraton z tego cyklu.
Wynik słaby, a szkoda bo tak mi na początku dobrze się jechało.
Maraton ten zapamiętam napewno na długo i jak się później okaże, strach przed kurczami będzie jeszcze długo odczuwalny.