Powidz 2008 - czyli zaginiony w akcji:)
14/07/2008
2008-07-13, Powidz,
Maraton Rowerowy Powidz 2008
dystans: 42 km
prędkość średnia: 21.5 km/h
czas zawodnika: 01:57:19
miejsce w open: 75/131
miejsce w kat.: 23/29
rating open: 78.9%, rating kat.: 78.9%
W skrócie: Powidz’ta ludziska dzie jo jestem:)
Z obolałym karkiem i ramieniem po środowej wywrotce na asfalcie pojechałem na maraton do Powidza.
Sam wyjazd do samego końca nie był pewny ze względu na bóle głowy po tym jak upadłem wchodząc w zakręt na mokrych pasach. Przywaliłem głową w asfalt i kark oraz głowa jeszcze w sobote troche mnie bolała. Jeszcze w sobote wybrałem się na przejażdżkę do Wiktorowa nad źródełko Św. Huberta aby sprawdzić czy dam rade przejechać dystans powyżej 40 km. Na miejscu w Powidzu spotkałem ekipe z IKKG w składzie: Piotr, Krzychu i Ryszard. Razem znosiliśmy trudy stania w kolejce do biura zawodów a później razem na starcie. Start Piotra stanął pod znakiem zapytania po tym jak zerwał śrubę od zacisku sztycy, ale naszczęście polscy ślusarze są najlepsi na świecie i chłopak został uratowany.
Start został opóźniony ze wględu na jakieś problemy organizacyjne, było ciepło, staliśmy w słoneczku które ładnie grzało. Strzał z tłumika motocykla prowadzącego i jazda. Kawałek asfaltu przez miasto i skręt w polną drogę i pierwsze korki, masakra. Ale takie są skutki stania na końcu stawki na starcie.
Mały podjazd polną drogą, niezłe tempo rozciągnęło peleton i można było spokojnie wyprzedzać i zrobiło się luźniej. Później było troche lasu, asfalt, ten nieszczęsny rozjazd na MINI, część pojechała prosto na MEGA. Jak dokładnie przebiegała trasa to nie mam zielonego pojęcia, nie znam tych okolic. Jechałem po strzałkach których z upływem kilemtrów było coraz mniej:) I zaczęła się jazda. Większość ludzi pobłądziłą. Doszło do tego że jadąc spotykałem ludzi którzy zjeżdali się miejscami z różnych stron:)
Sam zabłądziłem 3 razy! Albo droga kończyła mi się w jakichś chaszczach albo zauważyłem że jade drogą równlolegle do tej po której powinienem jechać i musiałem przedzierać się przez las by na niej się znaleźć. I tak od połowy trasy znaleźliśmy się na rajdzie na orientacje:D Dla osłody na ostatnich kilometrach trasa wiodła torami a dokładniej po podkładach kolejowych miejscowej wąskotorówki.
Jeszcze mnie nigdy tak nie wytrzęsło. Wjazd wzdłuż schodów już w samym Powidzu był ostatnim podjazdem na tym maratonie i znalazłem się na mecie. Szczęśliwy że taki obolały dojechałem do końca a zarazem troche rozczarowany tym oznakowaniem trasy.
Podsumowując maraton udany, trasa fajna, napewno będzie co wspominać - oznakowanie i tory:), dobre towarzystwo IKKG, wygrana opona w tomboli. Odziwo mój najlepszy wynik w tym sezonie.
Wróce za rok!







Czyżbyś był jedną z nielicznych osób które były zadowolone - bo jak czytam komentarze na forach to większość strasznie zawiedziona była.
A te tory kolejowe nie były aż takie złe - nieraz trzęsie znacznie gorzej
Tak, jestem zadowolony. Pojechałem sie pościgać w miłej atmosferze, spotkałem sporo znajomych, większość i tak była zadowolona, może jest tak że piszą tylko ci nie zadowoleni, nie wiem. Szkoda że nie byłeś, tobie pewnie też by sie podobało.
Pozdrawiam!
Jechaliśmy jakiś czas obok - ja na czerwonym Krossie - należę do tych którym się podobało - trzeba brać poprawkę, że zorganizowali to pierwszy raz i widać było że się starają i zależy chłopakom
Poza tym jak zwykle to żona zbiera trofea i wygrywa w Teletomboli a ja nic 
BTW - fajne relacje
Marcin Nr startowy 93