Nidzica, Mazovia MTB 03.08.2008
sławek | 04/08/2008
Dystans: 51 km
Czas: 02:31:37
302 miejsce na 547 w Open
84 miejsce na 166 w M3
Maraton w Nidzicy miał być bardziej ciekawy pod względem górek i dołków w porównaniu z Mławą dlatego bardzo bym żałował nie biorąc w nim udziału. Start i meta znajdowały się nad stawkiem nieopodal zamku. Tym razem wyjechałem wcześniej i z miejscem do zaprakowania nie miałem problemów. Na starcie stanęło ogółem około 800 zawodników. Sektory tym razem były sprawdzane i każdy znalazł się tam gdzie powinien. 30 minut stania w sektorze, huk armatki, start, no i zaczął się mój siódmy maraton w tym roku.
Początkowe kilometry przebiegały w lekko pagórkowatym terenie. Po pierwszym bufecie czyli zgodnie z zapowiedziami zaczęły się trudniejsze podjazdy i zjazdy. I tutaj musze powiedzieć że zostałem mile zaskoczony bo takich podjazdów w tej części kraju się nie spodziewałem. Naprawde można było się ujechać, a widząc podobną ilość pozrywanych łańcuchów co w Mławie świadczy o tym że trasa mogła zaskoczyć w niektórych momentach. Pchając rower pod koniec jednego z podjazdów rozejrzałem się dookoła i naprawdę widoki były super i dopiero wówczas można było zobaczyć jakie różnice wzniesień tam są do pokonania.
Od 15 do około 35 kilometra trasa wiodła na zmianę pod górkę lub z górki. Ciężko było znaleźć miejsce by sobie troszkę odsapnąć. Po wspomnianych już 35 kilometrach traszkę się wypłaszczyło co nie oznacza że było lżej o czym świadczą pechowcy którzy zaliczyli upadki. Jedno miejsce oznaczone trupią czaszką, mały zjazd raczej techniczny bo napewno w 100% przejezdny mógł spokojnie zostać oznaczony wykrzyknikami. Wogóle z tego co zauważyłem to chyba było troche za dużo tych tabliczek z wykrzyknikami, no ale organizator chciał zapewne by było bezpiecznie. Ostanie kilometry to kawałek pola, potem lasek, znowu pole i dla mnie najcięższy odcinek – ostatni w zasadzie podjazd po wyjeździe z lasu lekko pod górkę. NIe wiem dlaczego ale w tym miejscu już czułem się troche zmęczony, chyba bardziej panującą pogodą w tym dniu. Powietrze było ciężkie i było strasznie parno. Trasa kończyła się tak jak się zaczynała czyli asfaltem i rundą dookoła stawu.
Na kilkaset metrów przed metą finiszowałem w cztero osobowej grupce z zawodnikiem HP Cycling Team, LIMES bike team oraz KELLYS TEAM. Na finiszu zdołałem wyprzedzić jeszcze jednego z nich co dało mi 302 miejsce w Open na 546 startujących.
Dla mnie utrzymanie się w połowie stawki w Open oraz w kategorii jest dobrym wynikiem zważywszy na małą ilość przejechanych kilometrów w tym sezonie oraz trudnością tego maratonu. Teraz urlop od rowera i jak się uda to 23 stane na starcie w Golubiu Dobrzyniu na III Maratonie MTB – Golubska Starówka.
Acha, zapomniałem dodać, że nie ma mnie na żadnej fotce z maratonu. Szkoda.