Łódź, Mazovia MTB 05.04.2009
sławek | 06/04/2009Mazovia MTB Marathon, Mega (M3)
dystans: 60 km
prędkość średnia: 20.1 km/h
czas zawodnika: 02:59:31
miejsce w open: 358/755
miejsce w kat.: 127/280
Poprawiony wynik z ubiegłego roku mimo trudniejszej trasy.
Trasa bardziej wymagająca technicznie i kondycyjnie oraz dłuższa od ubiegłorocznej. POnad 600 metrów przewyższenia. Jednym słowem dała w kość i jak na trasę na początku sezonu łatwo nie było.
Wyjazd na maraton był klubowy w minimalnym składzie czyli Ja i Krzychu. Zabrakło trzeciego żeby sie klub liczył w generalce, szkoda. Start maratonu jak w ubiegłym roku asfaltem z prędkością 50 km/h, później lasy, szutry, pola, troche asfaltu.
Trasa ciekawsza, z bufetów nie korzystam więc oceniać trudno. Troche porażką była kiełbasa na mecie, no cóż zjadłem żyje więc nie było tak źle.
Po kilkunastu km od startu coś strzeliło w rowerze. Pierwsza myśl to rama, potem sztyca lub siodełko. Ktoś przejeżdał obok i mówi widząc moje zaniepokojenie że pewnie to był kamień.
Jak się później okazało uchwyt w sztycy regulujący wznios przesunął się podnosząc przód siodełka. Postanowiłem jechać tak dalej ale kilka kilometrów dalej ponownie strzeliło i przód siodełka znów trochę sie podniósł, i tak na ustawieniu jak w BMX jechałem do końca
Zakładałem że przed rozjazdem na 30 kilometrze dojdzie mnie Krzychu który startował z samego końca czyli 4 sektory za mną ale zaskoczył mnie już na 26 kilmetrze. Krótka wymiana zdań i pojechał “swoje” czyli zostawił mnie i znikł na podjeździe. 20 kilometrów później siadło mi na psychice, straciłem ochote do pedałowania. Straciłem ducha walki. Jak normalnie rwe do przodu i sie mobilizuje jak mnie wyprzedzają tak teraz odjeżdali mi inni a ja nie reagowałem na to. Chwilami jechałem sam, tak w połowie stawki grupa się rozciągnęła, czasami ktoś dojeżdał, odjeżdał, ja kogoś dochodziłem. Ostatnie kilometry były ciężkie. Na pytanie kibiców ile do mety odpowiedzieli że nie dalego ale łatwo nie będzie. Strome, długie podjazdy wycisnęły ze mnie ostatnie siły. Na mete wjechałem sam z czasem 2:59:31. Po mnie na mete z dystansu MEGA przyjechało jeszcze ponad 380 zawodników.
Gratuluję udanego maratonu – zrobiłeś duuuże postępy – super
Ja nadrabiam zaległości weekendowe – jutro opiszę swoje wrażenia
mam nadzieję, że do zobaczenia w Otwocku – to zależy od mojego kolana ale o tym później