Maraton MTB Golubska Starówka, 22.08.2009
22/08/2009Start w dosyć sporej grupce naszego teamu. Już czytając opisy innych tej trasy czułem że ten maraton nie będzie mi pasował, nie lubie tego typu tras.
Dojazd na miejsce kilkoma samochodami bez problemu, późniejsze błądzenie po Golubiu i wkońcu wylądowałem sam jak jakiś odmieniec na rynku a reszta ekipy na parkingu przy rzeczce. Na szczęście stanąłem obok znajomej ekipy z Konina która przyjechała ciężarówką ![]()
Mała rozgrzewka, fotki grupowe i start chonorowy z niezłym tempem. Start ostry i ładowanie na maksa. Początek był ciężki, potrzebuje czasu zanim sie rozkręce, by móc normalnie jechać. Robert myślał że będe z nim jechał ale niestety może jak bym miał z 10 lat mniej to by przeszło.
Odjechał mi po kilku kilometrach widząc za sobą prawie mastersa:) Zaczęło się po płaskim na którym próbowałem jechać w jakiejś grupce ale niestety ludzie jacyś nie kumaci zamiast dawać zmiany siedzą na ogonie. Trzymałem dobre tempo, doszedłem dwóch zawodników z MTB Susz i znimi po zmianach goniliśmy grupkę przed nami. Doszliśmy do nich, a w zasadzie do tego co z tej grupki zostało i jechaliśmy razem. Na płaskim odcinku po piachu jeden z kolegów zepchnął mnie z drogi w pole i zanim się pozbierałem to straciłem kontakt z grupą. Później było już tylko gorzej, jazda po płaskim samemu pod wiatr i w momencie gdy już prawie udało mi się dojść jakąś grupke gość jadący przedemną leci na piachu tarasując całą drogę ![]()
Po kilku takich zrywach (piach, zatrzymywanie itp.) odcina mi energie. Cisnę na pedały i nic sie nie dzieje, poprostu nie jade. Normalnie takie podjazdy biore na luzie a tutaj czuje że jest problem. W jednym momencie opadam z sił. Jestem pomiędzy 30 a 40 kilometrem.
Zaczyna się dylemat co dalej. Zjadam żelka, biore banana na bufecie i nic. Poprostu nie mam siły w nogach. Teraz siedząc i pisząc tą relacje wnioskuje że był to brak porządnego śniadania dzień wcześniej, brak porządnego obiadu i kolacji.
Zaczęły dochodzić mnie grupki wcześniej wyprzedzone, nie mogłem utrzymać ich tempa, było coraz gorzej.
Kilometr przed metą dochodzą mnie ludzie wyprzedzeni na 20 kilometrze.
Meta i wszystko jasne - kompletna porażka. Chyba jedna z moich najgorszych imprez, szkoda bo trasa fajna.
Pogratulować muszę Robertowi za niezły wynik i Piotrowi za wzrost formy, oby tak dalej stary !
Prosiaczek po maratonie naprawde smaczny, tombola nie była łaskawa niestety. Ale za to fajne pamiątkowe koszulki zostały![]()
W tym momencie weryfikacja planów na dalszy sezon, regeneracja i pozbieranie się do kupy.





