Józefów, Mazovia MTB Marathon 06.09.2009
07/09/2009Do Józefowa wybrałem się sam z naszej ekipy, Emil walczył w tym czasie w Poznaniu. Trasa z opisów i relacji miała być wymagająca, piaszczysta, interwałowa (taka jak lubie) i krótka bo mega to tylko 44 km a giga 76 km. Zdecydowałem że wyboru między mega i giga dokonam podczas jazdy. Pogoda, pochmurna, ma być bez deszczu, lekka rozgrzewka i ustawiam się w moim sektorze jako jeden z pierwszych. Pierwszy raz stoje przy samej taśmie. Spiker krzyczy że zostało 30 minut do startu. Chwile przed startem Zamana komentuje trase, że ciężko, że interwałowo, że nawet 44 km da nam w kość. Start, i idzie ogień ponad 40 km/h i kolejny raz przekonuje się że sprinter ze mnie żaden. Ale spokojnie stawka się rozciąga i staram się jechać swoje z nastawieniem na GIGA. Nie będe opisywał całej trasy kilometr po kilometrze ale w mojej ocenie to Józefów jest chyba moim numerem jeden wśród tras w okolicy Warszawy.
Trasa jest faktycznie wymagająca technicznie, można się bawić w wybieranie toru podjazdu, zjazdu, sporo korzeni, uskoków, zjazdów pomiędzy drzewami, single pośród wrzosów. To jedno z tych miejsc gdzie mógłbym jeździć cały dzień. Niektórzy mieli sporo trudności, tempo było rwane, co kawałek ktoś leżał na piasku, z wyprzedzaniem było bardzo ciężko. Nie wiem jakim cudem biorą się ludzie w IV i V sektorze skoro nie potrafią skręcać. Stopniowo starałem się przesuwać do przodu. Nogi kręciły się dobrze, z oddychaniem nie miałem problemu, czułem że nie opadne z sił jak w Golubiu. Pierwsza godzina to szukanie miejsca do wyprzedzania i uważanie na innych aby nie wpakować się w jakąś krakse. Po 40 minutach decyduje się na GIGA bo wówczas będe mógł jechać swoim tempem i pewnie troche tym nadrobie. Mija godzina jazdy i nagle zapala się czerwona lampka - kłujący ból w kolanie. Zmieniam przełożenie na bardziej miękkie w nadziei że przejdzie. Ale nie przechodzi. Przypominam sobie jakąś mądrą książke w której było napisane że jak boli to odpuszczasz bo możesz tylko pogorszyć sprawe.
Decyzja jest taka że zjeżdżam na MEGA i nie katuje kolana do końca. Wystartowałem w zasadzie na GIGA a ukończe MEGA. Odpuszczam blat, jade ze środkowej tarczy do końca. Ostatnie 2 kilometry to długi finisz po asfalcie. Wpadamy kilkuosobową grupką, nikt nie odpuszcza, podkręcam tyle ile sie da ze środkowej tarczy, zostawiając sobie jedno przełożenie na tyle w zapasie. Ciągne ponad 40 km/h, po kilometrze niektórzy odpuszczają, tętno szaleje, niektórzy sie nie poddają, ale zrzucam na najmniejszą zębatke na tyle, skręt w prawo zaciskam zęby i daje maksa urywając kilku zawodników. Meta, pisk czipa, czas 2:05:16 i pewien niedosyt, bo rozkładałem siły na GIGA i tym samym stoje na mecie i nie jestem zmęczony. Jadąc w zasadzie na pół gwizdka zrobiłem najlepszy mój wynik w kategorii - rating 84,1%, 88 miejsce w kategorii M3
i awans do 4 sektora. O trudności trasy świadczy średnia zwycięzcy 25,1 km/h, moja śrenia to 21,1 km/h.





