Jabłonna, Mazovia MTB Marathon 04.10.2009
04/10/2009
dystans: 43 km
prędkość średnia: 24.1 km/h
czas zawodnika: 01:46:58
miejsce w open: 263/715
miejsce w kat.: 91/257
rating open: 81.8%, rating kat.: 81.9%
Wstałem rano kompletnie niewyspany z brakiem chęci do czegokolwiek. Za oknem wiatr, ciemno i zimno. Ale postanowiłem że pojade więc nie było wyboru. Pakuje sie w samochód i po 3,5 h jestem w Jabłonnie.
Byłem ciekawy czy obronie IV sektor uzyskany w Józefowie jak się okazało przypadkowo po tym jak czołówka zgubiła się na trasie.
Parkowanie, ToiToi, składanie wszystkiego do kupy, przebieranie się, mała rozgrzewka (stanowczo za mała) i staje w sektorze. Pogoda była znośna, nie padało, wiatr niestety był.
Start jak zawsze na zapiek, z blatu i ośki. Asfalt, potem szuter i w las, i tłok jak na chińskim bazarze, masakra normalnie. Chwile odsapnąłem i zacząłem próby wyprzedzania tych którzy mi odjechali na asfalcie. Wąsko, szybko, momentami niebezpiecznie, ciężko odsapnąć. Kolano się nie buntuje tym razem, czuje sie bardzo dobrze. Robie ataki, wyprzedzam kilka osób, odpoczywam chwile i znów wyprzedzam i tak cały czas. Trzydziesty któryś kilometr, krótki podjazd, zrzucam ze środkowej tarczy na młynek i spada mi łańcuch ![]()
Wyprzedza mnie około 10 osób. Zaczyna się masakryczny pościg za tą grupką.
Cisne z całej siły. Dochodze trzy osoby, wyprzedzam, zostaje kilka km do mety. Znów ten szuter którym jechaliśmy zaraz po starcie. Ide z blatu i ośki 37 km/h, dochodzi mnie jeden zawodnik, puszczam go przed siebie, widze że nie mam szans na walke z nim. Przed nami ta grupka która mi uciekła po akcji z łańcuchem.
Podjazd pod wał który rok wcześniej był zryty przez dziki. Tym razem równo, ale już czuje że mi się ciężej jedzie. Odpuszczam pogoń, nie jestem w stanie ich dogonić. Szkoda, bo nie będzie walki na finiszu. Sam dojeżdam do mety.
Obroniłem IV sektor, czyli Józefów to nie był przypadek.
Ostrzyłem sobie zęby na III sektor ale było zbyt wąsko i nie dało się do końca powalczyć. Co ciekawe jechałem już w sporej grupce ludzi z III sektora, czyli dużo nie brakowało.







Najświeższe komentarze