Sławek Guit

Vteam Jamis
  • rss
  • Aktualności
  • Moje rowery
  • Wyniki
  • Księga gości
  • Galeria
    • MP Bankowców, Zieleniec 16.07.2011
    • MTB Marathon, Murowana Goślina 10.04.2011
    • Bikemaraton, Zawoja 04.06.2011
  • Linki
  • Rower na wadze

16.07.2011 Zieleniec, MP Bankowców
4 Bankowiec, 12 M3, 53 Open

sławek | 17/07/2011
Fb-Button

Jestem po diagnozie lekarskiej: astma spowodowana alergią. Od tygodnia tabletki i wziewne inhalacje.
Od startu w Wieluniu było tylko gorzej. To że udało sie przejechać tak a nie inaczej Zawoje to chyba jakiś cud.
Niby jest OK. Siła jest, chęć powrotu w góry ogromna. Myślałem że po tygodniu leczenia wszystko już będzie OK ale strasznie się pomyliłem. Wyjazd do Zieleńca startowo/rodzinny. Pogoda nam dopisała. Na sam start w Zieleńcu musiałem dojechać autem kilkanaście km. Ranek rześki ale słonecznie. Chęć pudła w kategorii bankowcy ogromna. Robie dobrą rozgrzewkę. Mały rekonesans warunków na samej trasie. Sucho, ale na 100% będą miejsca z niezłym błotem. Udaje sie stanąć  blisko taśmy. Dystans 29 km, jedna pętla. 3,2,1 i jedziemy. Asfaltem w dół. Niezła prędkość. Udaje sie utrzymać w miare czuba. Odbijamy w las pod góre, mały zator ale widzę czołówkę. Konwa na czele, jak wystrzelony z procy zaczyna podjazd. Kamienie, korzenie, trzęsie. Tempo jest niezłe. Jesteśmy w połowie podjazdu i sru. Jest po mnie. Nie mam siły, nie mam czym oddychać. Zaczynam być wyprzedzany ze wszystkich stron. Myśle że jak będzie tak dalej to przyjade chyba ostatni na mete:( Ze szczytu w dół po trasie narciarskiej. Potem asfalt i znów w dół. Tu błotko i kamienie. Kolejny podjazd. Ten już tak na pół gwizdka, ale sie nie poddaje. Troche po płaskim i w dół i na łuku ląduje w rowie :( Brak koordynacji. Czuje sie jakbym przejechał 130 km a nie 10 km. Wyprzedza mnie spora grupka zawodników. Jak na każdym maratonie ktoś kto trenuje z Virtualtrenerem zaczepia mnie oczywiście. Wymieniamy kilka zdań. Jedziemy razem. Przyznaje sie że jade w kat. bankowcy i temat sie kończy. Gość w bankowych ciuchach na podjeździe atakuje. Ja nie daje rady, jeszcze chwile go widzę, ale wleke sie jak żółw. Zostaje sam. Chwile później kolejni mnie wyprzedzają. Zjeżdżamy w dół, wpadamy na asfalt i teraz już tylko będzie pod góre. Zaczynam na serio cierpieć. Jade w małej grupce. Widok przede mną dziewczyny wykrzesał ze mnie ostatki sił. Myśle że gdybym nie dał rady jej wyprzedzić to chyba bym sie załamał. Bolało, zakręciło sie w głowie od niedotlenienia ale wjechałem 12 w kategorii M3 i 4 w kategorii bankowcy.
Chyba najgorsze miejsce z możliwych.
W Zieleńcu kończę mój sezon startowy w tym roku. Sezon chyba najgorszy z dotychczasowych. Ale o tym w podsumowaniu sezonu.

Galeria

Comments
Bez komentarzy »
Kategorie
Aktualności, Relacje z zawodów, V Team
Komentarze rss Komentarze rss
Trackback Trackback

04.06.2011, Zawoja, Bikemaraton
32 M3, 85 Open

sławek | 05/06/2011
Fb-Button

Do Zawoji jade dzień wcześniej. Ponad 400 km w jedną strone. Jest przed sezonem więc śpie i jem za grosze :) Na kolacje dostaje tyle że nie daje rady tego zjeść :) Wieczorem błyskawice i przechodzi niezła ulewa :O Chyba nie będzie lekko następnego dnia na trasie. Rano lekkie śniadanko, pakowanie do samochodu i jade na start. Pierwszy mój start w takich górach, mam lekkiego pietra. Jade na rozgrzewke. Jest cieplutko w lesie chłodno i wilgotno. Czuje sie dobrze. Ustawiam sie niestety w drugim sektorze po pechowym Wieluniu :(
Standardowo kilkanaście minut opalania i start. Lekko pod góre, potem kawałek płaskim i znów pod góre wąskim asfaltem. jest tłok, ale to nic w porównaniu z tym co ma nastąpić kawałek wyżej po zjechaniu z tego asfaltu. Kamienie, błoto, tłok, można sobie wyobrazić co sie dzieje. Pre na przód. Podjazdy równo i mocno. Troche sie przerzedza pod koniec pierwszego podjazdu. Zjazd i znów pod góre. Następny zjazd już po kamieniach i lekkim błotku powoduje że zaczyna sie robić tłoczno momentami. Zaczyna sie kolejny podjazd, bardziej konkretny. Pamiętam z profilu że nie jest zbyt długi i ten cięższy jest w okolicach 25 km. Krótki zjazd, podjazd i jedziemy znów w dół. Wpadamy na asfalt, wiem że jeśli jest w dół to zaraz zacznie sie znów w góre więc postanawiam zaatakować i skoczyć do nstępnej grupy. Zakręt w lewo i leże. Nie zmieściłem sie i przednie koło uciekło mi na pobocze. Wstaje, oglądam rower. Wszystko trzyma sie kupy więc jade dalej. Dochodzi mnie grupka której chcialem uciec. Znów jedziemy razem. Łokieć i kolano krwawi. Ale zauważam to dopiero po chwili. Da sie jechać więc jade. Wjeżdamy razem w grupce, podjazd sztywny, długi. Czuć w nogach. Patrze na licznik i widze że konkret za chwile sie zacznie. Zjazd w błocie po osie i zaczynamy wspinaczke na 1111 m npm. Towarzystwo mocno przerzedzone, każdy jedzie swoje, tu dopiero wychodzi cała prawda o nas. Tu nikt o posturze king konga cie nie wyprzedza jak na Mazowszu czy w Wielkopolsce. Jade patrząc co chwile w góre i mając nadzieje że to szczyt, ale jest kolejny skręt w lewo lub w prawo i znów pod góre. Boli łokieć. Zaczyna puchnąć. Dopóki jest pod góre jest OK. Mała chopka w dół i znów kawałek pod góre i jest ! Szczyt, Jałowiec. Satysfakcja ogromna, zapominam o bólu.
Zaczynamy zjazd. Naczytałem sie aby nie jechać w koleinie, trzymać sie środka. Teraz w zasadzie gnamy do samej mety ciągle w dół. To co niektórzy robią na tych kamieniach to już szczyt ekwilibrystyki. Ja hamuje, a nie jade jakoś wolno i słysze za sobą LEWAAAA, KURWAAAA!! i gość przelatuje obok mnie jak pocisk. Teraz na zjeździe dopiero czuje ból łokcia. Na każdej dziurze czuje opuchlizne. Wpadamy na asfalt. Trójka zawodników zaczyna mi uciekać. Dokręcam na maksa ale moje przełożenie 40×11 nie pozwala na szybszą jazde. Zaczynam poznawać odcinek którym jechaliśmy pod góre. Odbijamy w lewo w teren. Błoto, kamienie, ślisko, zmęczenie. Mijam jednego z ucieczki – laczek, za kilka metrów drugiego – łańcuch, trzeciego nie daje rady złapać. Wpadam na mete 32 w kategorii.
Nic nie daje takiej frajdy jak jazda po górach, tu boli, tu walczysz z samym sobą.
Jade do karetki gdzie miła pani opatruje moje rany.
Następną noc praktycznie nie przesypiam z bólu.

bmzawoja395
dsc0104
dsc09787
dsc1756
dsc2567
zawoja111550t9o7907
zawoja112619l3w3646
zawoja112623l3w3647
zawoja112625l3w3650
zawoja112703mg2829
zawoja112814o0c0082
zawoja112815o0c0083
zawoja131638mg3510
zawoja131708o0c3208
zawoja131709o0c3209
zawoja131710o0c3210
zawoja131816t9o8308
zawoja132036mg2202
Comments
Bez komentarzy »
Kategorie
Aktualności, Bikemaraton 2011, Relacje z zawodów, Sezon 2011, V Team
Komentarze rss Komentarze rss
Trackback Trackback

21.05.2011 Wieluń, Bikemaraton
27 M3, 81 Open

sławek | 22/05/2011
Fb-Button

Rok wcześniej ulewa i tony błota. W tym roku piach i kurz czyli zupełnie inna trasa. Zajeżdżam po 8:00 do Wielunia, koło 9:00 dołącza Michał. Mateusz i Adam też już są.  Jest trochę za ciepło. Robimy rozgrzewkę z Michałem i jedziemy do pierwszego sektora poopalać się trochę :) Kilkanaście minut do startu Michał zauważa że nie ma powietrza w przednim kole. Pompowanie nic nie daje. Mleczko nie łata dziury. Zakłada dętkę dosłownie chwile przed samym startem. 3,2,1 i jedziemy. Czuje sie dobrze, zaczynam spokojnie ale czuje że jest OK. Wpadamy z asfaltu w pole i zasuwamy w kurzu. Dosłownie nie widzę tego który jedzie przede mną. Po kilku kilometrach widzę Michała jak z laczka wraca do mety, kapeć.
Miał pecha niestety. Trasa płaska, tworzą sie grupki i tak mija nam czas na wspólnym pedałowaniu :) W pewnym momencie czuje że coś jest nie tak. Cisne w pedały a jakoś nie przekłada się to jazdę. W pewnym momencie pomyślałem że też mam kacia ale nie. Tętno jakieś dziwnie wysokie, powoli zaczynam słabnąć. Coś jest nie tak i  nie jest to problem odżywiania czy picia. Jade w jakiejś małej grupce i nagle widzę jak z bocznej drogi wyjeżdża Adam z Oskarem. Pomylili trasę. Jedziemy chwile razem. Ja marudze, Adam marudzi, Oskar też. Zostajemy sami z Adamem i chwile jedziemy razem ale ja w końcu odpuszczam, nie mam po prostu siły. Pechowy dla nas start jako zespołu. Chyba najlepiej pojechał Mateusz a reszta miała jakieś przeboje. Kończe 27 w kategorii, szkoda bo mogło być tego dnia lepiej. Trace pierwszy sektor niestety i 12 miejsce w generalce.

imgp0496
p5217432
sdc16408
wielun113058mg9687
wielun113059mg9688
wielun113155mg9987
wielun114359t9o6167
wielun121256l3w0696
wielun125808mg0349
wielun125822o0c7686
wielun125825o0c7687
wielun130106mg0788
Comments
Bez komentarzy »
Kategorie
Aktualności, Bikemaraton 2011, Relacje z zawodów, Sezon 2011, V Team
Komentarze rss Komentarze rss
Trackback Trackback

07.05.2011 Zdzieszowice, Bikemaraton
24 M3, 69 Open

sławek | 08/05/2011
Fb-Button

Nocujemy z Michałem u Adama w Gliwicach. Wspólna kolacja, śniadanko i jedziemy do Zdzieszowic na start. Kolejny raz dobra pogoda. Góra św. Anny to nie góry ale bałem sie tego startu. Bałem sie tego pierwszego podjazdu i tego czy wytrzymam to tempo. Startujemy wszyscy z pierwszego sektora, duma mnie rozpiera:)
Mała rozgrzewka po trasie i widze że zapowiada sie fajne ściganie. Na starcie pojawia sie nasz treneiro czyli nic nie da sie ukryć :) 3,2,1 start i idzie ogień. Tak szybko pod gorę jeszcze nie jechałem :) Powoli przesuwam sie na początek i po chwili na zakręcie widze czołówkę, jakieś 100 m przede mną…. Narzucają takie tempo że nie masz szans przesunąć się do przodu. Wpadamy do lasu, zjazd na którym trzeba dokręcać i wpadamy do amfiteatru. Mały korek i ponownie podjazd tym razem krótszy. Mijam Mateusza, chwile jedziemy razem ale gdzieś go gubie. Kolejny zjazd i niestety na łuku ucieka mi na korzeniu przednie koło i gleba. Szybko zbieram sie do kupy i gonie. Następny podjazd i jest już troche luźniej, mniej ludzi. Staram sie trzymać równe tempo. Na szczycie stoi nasz trenejro z bidonami. Mam jeszcze picie w plecaku więc jade dalej. Adam ostrzegał przed odcinkiem asfaltowym gdzie na pewno będzie wiało i trzeba załapać się z jakąś grupką. Oczywiście przegapiłem moment i na tym odcinku jade sam. Zwalniam i czekam aż ktoś mnie dojdzie i troche będzie raźniej. Dochodzi mnie jakiś zawodnik ale na współprace nie mam widze co liczyć i ciągne jak osioł sam bo widze że nam grupka ucieka. Doszedłem ich niestety w miejscu gdzie wjechaliśmy ponownie w teren. Jakiś kolejny podjazd, zjazd i znany już odcinek przed metą. Niestety dublujemy HARO. Rodzice z dziećmi itp. Trzeba uważać. Lasek, mostek i końcówka w której objeżdają mnie chłopaki z M1 :) Z wyniku jestem zadowolony. 24 miejsce w kategorii i 69 Open.

DSC_0189
IMGP8623
IMG_0177
P5070241
P5079253
Comments
Bez komentarzy »
Kategorie
Aktualności, Bikemaraton 2011, Relacje z zawodów, Sezon 2011, V Team
Komentarze rss Komentarze rss
Trackback Trackback

17.04.2011 Wrocław, Bikemaraton
29 M3, 83 Open

sławek | 18/04/2011
Fb-Button

Jade dzień wcześniej do Wrocławia, robie objazd dystansu MINI czyli w zasadzie start i końcówka Mega. Pogoda jest fajna, trochę błota miejscami na trasie. Wieczorem dojeżdża Michał, obalamy małe piwko i idziemy grzecznie spać. Rano śniadanko i ruszamy na start. Zapowiada sie dobra pogoda. Składamy sprzęt, dojeżda Łukasz, na rozgrzewce spotykamy skupionego Adama czyli jest nas w sumie czwórka z V-Team :) Zaliczamy kilka razy krzaczki na siusiu czyli norma, te koksy trzeba wkońcu kiedyś wydalić :) Start z powodu dużej frekwencji sie opóźnia więc opalanie mamy za free :)
Start i ogień po płaskim. Adam jedzie z pierwszego sektora, Michał daje w palnik od startu i po paru minutach trace go z oczu, Łukasz też znika wiadomo jedzie mini.
Jedzie mi sie dobrze, stare racing Ralphy idą jak wściekłe po twardym, na błocie trochę tańczę ale daje rade. Podjazd pod Wiśniową Góre końcówkę robię z laczka bo niestety trace przyczepność na tych łysych laczkach. Mało ludzi do współpracy. Ciągnę większość czasu kilku innych i jak się potem okazało jechali oni Giga więc na rozjeździe zostaje sam. Oprócz tej jednej górki jest raczej płasko i cała sztuka polega na tym aby trzymać się z jakąś dobrą grupą. Staram się jak mogę ale bywa różnie. Trasa łatwa i szybka. Wywalczony 1-szy sektor na Zdzieszowice, super !

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
SONY DSC
SONY DSC
DSC_0864
IMG_6411
IMG_6412
IMG_6413
Wroclaw 11-39-54_O0C2001
Wroclaw 12-59-14_T9O1019
Comments
Bez komentarzy »
Kategorie
Aktualności, Bikemaraton 2011, Relacje z zawodów, Sezon 2011, V Team
Komentarze rss Komentarze rss
Trackback Trackback

10.04.2011 MTB Marathon, Murowana Goślina
43 M3, 124 Open

sławek | 11/04/2011
Fb-Button

Jestem w Poznaniu dzień wcześniej i załatwiam wszystkie formalności w biurze zawodów, rano można dłużej pospać ;)
Dzień startu. Jest chłodno i słonecznie. Jest rocznica – równo 5 lat temu wystartowałem w tym miejscu w swoim pierwszym maratonie na dystansie MINI.
Składanie sprzętu, rozgrzewka, fajnie spotkać znajomych po długiej zimie. Macanie nowego XTRa itp. :) Mały rekonesans trasy i ta ilość piachu jest przytłaczająca. W sumie to wiedziałem w co sie pcham. Stajemy z Łukaszem i panem Adamem w sektorze. W sumie z teamu jest na pięcioro ale dwójka startowała godzinę wcześniej na dystansie GIGA. No i startujemy, raz że w tym maratonie a dwa, że z sezonem 2011. Była ciężka praca w zimie, są nadzieje.
3,2,1, start. Kawałek zasuwamy asfaltem i skręcamy w piach. Potem jest długo i płasko. Co kawałek odcinki z piachem i korzeniami i następuje selekcja. Wbijamy sie pierwszy raz na Dziewiczą G. Zjazd i nie zauważam pieńka pod liśćmi. Klasyczne OTB :) W piach i liście więc bez bólu. Wstaje i atakuje górkę po raz drugi. Wypatruje za żoną Karoliną i synem Norbertem. Oboje z aparatami. Podziwiam ich za to chce im sie wlec gdzieś ze mną na zawody. Stoją na szczycie :) Doping dodaje skrzydeł, na chwile zapominasz o bólu i zmęczeniu :) Po zjeździe z Dziewiczej ponownie płasko już do samej mety. Znany już wcześniej odcinek z piachem i moje zaskoczenie bo mój fanclub znów strzela fotki :) Asfalt i ogień na kreske.
Wynik słaby, 43 w kategorii i 124 Open lecz to kwiecień a sezon zapowiada sie długi.

dsc01608
dsc01610
dsc01614
dsc01616
dsc01617
dsc01624
dsc01634
dsc01637
dsc01639
dsc01641
dsc01642
dsc01646
dsc01647
dsc01649
dsc01657
dsc01658
dsc01659
dsc01665
dsc01667
dsc01695
dsc01696
dsc01700
dsc01705
dsc01757
dsc01759
dsc01762
dsc01763
dsc01768
dsc01769
dsc01770
dsc01771
dsc01772
dsc01774
dsc01775
dsc01776
dsc01787
dsc01793
img3109
img3110
img3111
img3112
img3113
img3114
img3115
img3116
img3117
img3118
img3119
img3120
img3121
img3122
img3123
img3124
img3125
img3127
img3128
img3129
img3130
img3131
img3132
img3133
img3134
img3135
img3136
img3137
img3138
img3139
img3140
img3141
img3142
img3143
img3144
img3145
img3146
img3149
img3150
img3151
img3152
img3153
img3154
img3155
img3158
img3159
img3160
img3161
img3162
img3163
img3164
img3165
img3166
img3167
img3168
img3169
img3170
img3171
Comments
Bez komentarzy »
Kategorie
Aktualności, MTB Maraton 2011, Relacje z zawodów, Sezon 2011
Komentarze rss Komentarze rss
Trackback Trackback

26.09.2010 Mazovia MTB Nowy Dwór
37 M3, 103 Open

sławek | 27/12/2010
Fb-Button

W zasadzie bylem już zmęczony tym sezonem. Niby mniej startów ale same treningi dały w kość. Plusem tego były lepsze wyniki.
Start w Nowym Dworze razem z Pawłem potraktowaliśmy jako wspólne zakończenie sezonu. Było o czym porozmawiać przed startem zwłaszcza że był on świeżo po zgrupowaniu.
Na miejscu składam rower i tu niespodzianka, nie mam powietrza w przednim kole. Świeżo dzień wcześniej uszczelniałem oponę i widocznie gdzieś przez te stare papierowe Racing Ralphy uszło powietrze. Pompuje, trzyma ciśnienie więc może będzie OK. Dojeżdża Paweł, kręcimy po okolicy, robimy rozgrzewkę. Spora frekwencja, czuć ciśnienie w powietrzu, ostatnia Mazovia, walka o punkty.
Wbijamy się do swoich sektorów, kolejki spore, jestem przy bramce, patrze że nie mam bidona. Zostawiłem na dachu samochodu. Szybko wracam na parking, zabieram bidon i w końcu ląduje na końcu sektora, znowu :( Nie ma szans na przyzwoity wynik.
Start, kilka zakrętów, jakiś nasyp, ludzie skracają trasę, odpuszczam sobie. Dwa razy spada mi łańcuch, tracę kolejne pozycje, jakiś pechowy ten start. Płasko, szybko, sporo kraks, sporo mocno poturbowanych na poboczach.
Meta i koniec sezonu. Miejsce przyzwoite, mogło być znacznie lepiej, ale niestety wyszło jak wyszło. Czekam na Pawła na mecie. Nieźle pojechał, gratuluje.

Comments
Bez komentarzy »
Kategorie
Aktualności, Mazovia MTB 2010, Relacje z zawodów, sezon 2010, V Team
Komentarze rss Komentarze rss
Trackback Trackback

05.09.2010 Mazovia MTB Pułtusk
3 m-ce kat. bankowcy
52 M3, 139 Open

sławek | 13/09/2010
Fb-Button

Dojazd do samego Pułtuska raczej nieciekawy, nawigacja wybrała nienajlepszą drogę. W oczy rzuca sie łądny rynek. Jestem dosyć wcześnie, załatwiam wszystko co jest do załatwienia, przebieram sie, dzwonie do Pawła który jest na obozie w górach i brodzi w deszczu. Pogoda w Pułtusku za to w sam raz, nie za ciepło nie za zimno, słonecznie. Jakaś rozgrzewka, a raczej zwiedzanie miasta. Wbijam sie do II sektora, oczywiście tradycyjnie nie stoje na samym początku bo to woda, to kogoś spotykam i gadka szmadka itp. Staje w końcu w połowie sektora. Znany już spiker efektownie krzyczący START i dajemy w palnik. Tempo takie średnie, powoli przesuwam sie do przodu. Po kilometrze widze już czołówke. Szacun dla gościa który ciągnie przez prawie cały dystans. Kogoś wyprzedzam i pada pytanie co ja tu robie zamiast być z trenerem na zgrupowaniu w górach :) No cóż, puchar bankowca. Potem przez resztę dystansu jedziemy w kilkuosobowej grupce, czasami ktoś odpada, dojeżdamy do osób które odpadły od pierwszego sektora. Trasa raczej na zmęczenie, żadnych atrakcji. W pewnym momencie zjeżdżamy sie razem z dystansem MINI i gubie zasadniczą grupkę. Sam dobijam do mety. Pakowanie, przebieranie, wizyta przy tablicy wyników i w kategorii bankowca widnieją tylko pierwsze dwa miejsca. Czekam na dekoracje, i niespodzianka, jestem trzeci.

Comments
4 komentarzy »
Kategorie
Aktualności, Mazovia MTB 2010, Relacje z zawodów, sezon 2010, V Team
Komentarze rss Komentarze rss
Trackback Trackback

28.08.2010 Bikemaraton Wieluń
2 m-ce w kategorii bankowców
25 w M3 i 93 w Open

sławek | 29/08/2010
Fb-Button

dscn1042_1

Prawie cztery tygodnie bez startów. Próby dojścia do tego co powoduje kolkę, lekarze, tabletki, treningi na podjazdach, ogólnie ciężki okres i bardzo męczący. Wielka niewiadoma co będzie podczas startu. Cel był taki aby ukończyć kategorie bankowców na jak najlepszym miejscu zbierając punkty do pucharu oraz pierwsza setka w open. Zajechałem na miejsce startu a tam leje i lało podobno już pare dni. I po co czyściłem rower? Odbiór gadżetów w biurze wracam do samochodu i nie mam ochoty z niego wyjść tak leje. Zostaje godzina do startu więc albo rybka albo ? Smaruje sie SecondSkinem bo wody będzie dużo. Ubieram się a następnie jade zrobić rozgrzewkę. Start miał być poprzedzony rundą honorową przez miasto a następnie start sektorowy. Stoje w 2 sektorze już lekko mokry, krzyki z głośników, jakaś obsuwa ze startem bo ktoś się jeszcze rejestruje. Start i runda honorowa która przerodziła się w maraton. Sporo osób prze na przód chodnikami, trawnikami, byle do przodu, ogólnie masakra. Niestety startu sektorowego po rundzie chonorowej nie było, był start ostry i tym sposobem wystartowałem z połowy stawki. Najpierw asfalt później polnymi drogami. Sporo ludzi do wyprzedzania ale coś jest nie tak. Po paru kilometrach zaczynam zwalniać, myśle że chyba to nie mój dzień. Po płaskim jade coraz wolniej. Jak dochodze do 21 km/h postanawiam się zatrzymać i sprawdzić czy złapałem gumę. Staje, oglądam koło, wszystko OK, próbuje obrócić koło i jest z tym problem. Straszny opór. Wypinam, wpinam ponownie i jest troche lepiej. Zaczynam gonić. Wjeżdamy w las, staram sie nadgonić tych którzy mnie wyprzedzili, ktoś jadący obok traci trakcję i ląduje bokiem na mnie. Leże w jakichś krzakach. Kolejni mnie objeżdają. Zakręt w lewo, zaciskam hamulce, i konsternacja, nie zwalniam, nie mam hamulców :O Wkońcu zatrzymuje się i sprawdzam co jest, i przy zaciśniętych klamkach hamulce nie działają. Dopiero po kilkukrotnych zaciśnięciach klamek zaczynają łapać. Koniec klocków, na 100% na tyle, przód na 80%. Jade dalej, teraz mam do odrobienia jeszcze więcej. Większości nie pamiętam, po 20 km zdejmuje okulary bo już przez nie nic nie widać. Teraz ten cały syf leci mi prosto w oczy. Kilka podjazdów, jakieś zjazdy bez hamowania, czasami na granicy rozsądku, ale byle do przodu. Po 30 km jedzie mi sie już znacznie lepiej. Staram się nadgonić ile się da. Rozjazd Mega/Mini i myśle czy jest sens jechać dalej bez hamulców czy odpuścić ten maraton. Skręcam na Mega. Sporo jazdy polami i całość w błocie. Wkońcu dojeżdam na mete i mam serdecznie dosyć. Nie mam hamulców, zgubiłem gdzieś pompkę, w oczach mam pełno błota, wyglądam jak górnik i nie wiem od czego zacząć przebieranie się. Myje sie, ubieram coś suchego ide do tablicy z wynikami i czytam że jestem 2 w kategorii bankowców, 25 w M3 i 93 w Open. W tym wszystkim zapomniałem o kolce, kilka razy łapało mnie coś ale było to na tyle słabe że dałem sobie rade. Ide po makaron i czekam na dekoracje. Pierwsza dekoracja w moim życiu. Puchary, zdjęcia, gratulacje, ja chce tego więcej :)

Comments
Bez komentarzy »
Kategorie
Aktualności, Bikemaraton 2010, Relacje z zawodów, sezon 2010, V Team
Komentarze rss Komentarze rss
Trackback Trackback

2010-07-18, Gniezno Skoda Maraton MTB czyli pecha ciąg dalszy
7 kat, 33 Open

sławek | 19/07/2010
Fb-Button

Mega, 50 km, Open: 33/120, Kat: 7/34
Pogoda średnio dopisała w tym dniu. Rozgrzewka w deszczu i na starcie stanęliśmy cali przemoczeni. Na szczęście przestało padać przed startem.
Czułem się dobrze, nogi kręciły się też nieźle. Start honorowy ulicami miasta, pierwsze gleby, korki przy dojeździe do startu ostrego, sam ostry start i na wąskiej drodze samochód jadący z naprzeciwka, kolejne korki. Nie zwiastowało to nic dobrego. Pare km dalej łapie mnie kolka i w tym momencie jest już po zawodach dla mnie. Staram się jechać na tyle na ile da się znieść ból. Momentami gdy dochodze do siebie troche nadrabiam, ból powraca, opadam z sił. Trasa słabo zabezpieczona i słabo oznakowana. Większość się pogubiła.
Na mete wjeżdam obolały i co dziwne nogi nie były jakoś mocno zmęczone.
Wynik lepszy od ubiegłorocznego o dobre 10 minut więc jakiś progres jest, szkoda tylko że zdrowie nie dopisało.

Comments
Bez komentarzy »
Kategorie
Aktualności, Relacje z zawodów, sezon 2010, V Team
Komentarze rss Komentarze rss
Trackback Trackback

I Ogólnopolski Wyścig MTB Susz 2010

sławek | 06/06/2010
Fb-Button

13 miejsce w Open. Pechowa trzynastka :(

Susz 2010

Miały być góry i maraton w Polanicy Zdroju. Niestety brak funduszy i decyzja o starcie w Gnieźnie. Gniezno zostało odwołane i przeniesione na inny termin.
Jakiś ten rok dla mnie pechowy, albo jakieś zmiany w terminach albo brak kasy.
Przypadkowo trafiłem na info o maratonie w Suszu. Szybka decyzja, pakowanie i następnego dnia jade do Susza. W biurze zawodów pusto co raczej zapowiadało małą frekwencje. Na parkingu spotkałem znajomych z Aga Team. Troche czekania, start, runda chonorowa, i na linii startu słysze że dystans wynosi 36 km.
Troche mało. Staje przy linii startu. Sygnał startu i ruszamy przed siebie a raczej za quadem. Michał z Agpolu narzuca takie tempo że wszystko sie zaczyna już na pierwszych metrach rozrywać. Kilkaset metrów po starcie łapie mnie kolka, już trzeci raz w przeciągu miesiąca. Czuje że nie będzie dobrze. Jade w grupce z zawodnikami Aga Team. Jakaś kałuża, ktoś przedemną daje po hamulcach i uciekając w bok, ląduje w kałuży i błocie. Grupka mi odjeżda, ja walcze z kolką aby wogóle dalej jechać. Po kilku minutach dochodze kolege przez którego wylądowałem w kałuży. Wyprzedzam i z zaciśniętymi zębami staram się walczyć dalej. Jade kilka km sam, momentami wątpiąc w to czy jade w odpowiednim kierunku. Troche oznakowanie kulało. Na tyle mam problemy z oddychaniem że dochodzi mnie dwóch innych zawodników. Prawie do końca jedziemy razem. Daje kilka mocniejszych zmian, czując się chwilami lepiej, lecz niestety wiem że tracimy coraz więcej. Kilkaset metrów przed metą spada mi łańcuch, szybko zbieram sie do kupy ale niestety współtowarzysz mi odjeżda i finiszuje sam.
Kolka wyeliminowała mnie już na samym początku, szkoda bo były szanse na lepsze miejsce.

Comments
2 komentarzy »
Kategorie
Aktualności, Relacje z zawodów
Komentarze rss Komentarze rss
Trackback Trackback

Piaseczno, Mazovia MTB 23.05.2010

sławek | 31/05/2010
Fb-Button

dystans: 63 km
prędkość średnia: 21.1 km/h
czas: 02:59:20
miejsce w open: 182 / 623
miejsce w kat.: 73 / 233

dsc2131
dsc1400
dsc03611
dsc1085
dsc03170

Większość imprez odwołana, w planie był start w Wieluniu. Gdzieś trzeba było jechać i wybór padł na Piaseczno. To był już mój trzeci start w tym miejscu i za każdym razem trasa a raczej warunki mnie zaskakiwały. Trasa płaska jak stół lecz warunki sprawiły że łatwo nie było. W takim błocie przez tyle kilometrów jeszcze nie jechałem. Miejscami był problem z wydostaniem rowera z błota. Start z dziesiątego sektora razem z Robertem. Start każdego sektora co 2 minuty. Plan był prosty, dajemy mocne zmiany, wyprzedzamy kilka minut, później chwila odpoczynku i następny atak. I tak od startu dajemy w palnik. Po kilku minutach dochodzimy do zawodników z dziewiątego sektora, sporo wyprzedzania, mała luka i wydostajemy się z niego doganiając kolejny sektor. Dochodzimy następne grupki, pytamy jaki sektor, siódmy, jest dobrze. Nie jest lekko, miejscami wąsko, błoto po kolana. Zgubiłem gdzieś Roberta, został gdzieś przyblokowany. Chwile czekam na niego, jem kolejnego żelka, popijam nie widze jego koszulki. Postanawiam jechać dalej swoje. Ściągam okulary przez które od błota i pary nie widze zbyt wiele. Kilka kilometrów przed metą ponownie spory odcinek w błocie, widze że niektórzy mają serdecznie dosyć. Ja również. Mała kałuża, 30 km/h omijam prawą stroną i gleba, jade pare metrów bokiem po ziemi i zatrzymuje się przed pieńkiem. Wstaje wsiadam spowrotem na rower i czuje że wszystko mnie boli. Niestety nie dochodze już zawodnika który przy tym upadku mnie wyprzedził. Wynik zadowalający, rower do gruntownego czyszczenia:)

Comments
Bez komentarzy »
Kategorie
Aktualności, Mazovia MTB 2010, Relacje z zawodów, V Team
Komentarze rss Komentarze rss
Trackback Trackback

Płock, Polandbike, 09.05.2010

sławek | 12/05/2010
Fb-Button

dystans: 60 km
prędkość średnia: 22.3 km/h
czas: 02:41:23
miejsce w open: 21 / 101
miejsce w kat.: 6 / 28

Do Płocka wybrałem się razem z Robertem z nastawieniem na zrobienie dobrego treningu.
Nogi po dźwiganiu mebli podczas przeprowadzki tydzień wcześniej nie doszły jeszcze do siebie. Bałem się chodzenia i podbiegania a przypuszczałem że może coś takiego być.
Z informacji wynikało że trasa będzie płaska i piaszczysta. W sam raz na zrobienie kilku mocnych interwałów. Start w niewielkim chaosie organizacyjnym raczej spokojnie. Przebijanie się na pierwszych kilometrach. Zaczęły się odcinki w piasku które dokonały selekcji i ci o nieodpowiednim ogumieniu zostawali w tyle. Trasa jak na początek sezonu długa. 60 km w takim piachu dało mocno w kość. Jechało mi się nawet dobrze. Połowe razem z Robertem robiąc porządne zmiany. Drugą połowę już sam. Trasa mocno mnie wymęczyła.
Wynik mnie zaskoczył: 6 miejsce w kategorii i 21 w open. Tydzień odpoczynku wyszedł na dobre.

Comments
Bez komentarzy »
Kategorie
Aktualności, Polandbike, Relacje z zawodów
Tags
Polandbike
Komentarze rss Komentarze rss
Trackback Trackback

Wrocław, Bikemaraton 25.04.2010

sławek | 25/04/2010
Fb-Button

dystans: 53 km
prędkość średnia: 24.9 km/h
czas: 02:07:51
miejsce w open: 177/716
miejsce w kat.: 63/248

Do Wrocławia pojechałem dzień wcześniej. Noc w hotelu, śniadanie i dojazd na start. Wszystkie formalności załatwione dzień wcześniej więc składam rower, leje wode do camellbaka i robie rozgrzewke. Dziwnie wysokie tętno, ale to pewnie stres przed pierwszym maratonem w tym roku. Niesamowita ilość ludzi. Jade ustawić się w drugim sektorze i okazuje sie że sie w nim nie mieścimy. Staje na zewnątrz. Start się opóźnia więc stania mamy na samym starcie dosyć :) Osiem razy sprawdzone ciśnienie w oponach, ze sto razy zaciśniete klamki hamulcowe itp. rzeczy :)
W końcu start i zaczyna się wyprzedzanie krzakami, rowami itd. Pierwsza godzina idzie nieźle. Średnia pod 30 km/h, jest co robić przy wyprzedzaniu. Troche sie wszystko zaczyna rozciągać, tworzą się grupki wśród jadących tym samym tempem. Zaczynam mieć problemy z utrzymaniem tempa innych. Czuje jakby mi powietrze zeszło z kół. Staram się walczyć do końca ale powód utraty sił jest raczej oczywisty a mianowicie brak bazy w tym sezonie. Pogoda strasznie zniechęca do dłuższych treningów. Dojeżdżam na mete mocno ujechany. Drugi sektor mimo wszystko udało się wywalczyć.
Trasa we Wrocławiu tak w sam raz na rozpoczęcie sezonu. Kilka fajnych górek, kilka zjazdów, umiarkowana ilość piachu. Troche gruzu i śmieci niestety się znalazło.
Sprzęt spisał się nieźle. Poprawić musze przednią przerzutke bo coś szwankowała. Pozatym wszystko OK.
Wynik jak na początek sezonu zadowalający. Założony cel został osiągnięty czyli 2 sektor na start w Zdzieszowicach.

Pierwszy start w nowych barwach, niestety jeszcze bez klubowych ciuszków:(

sportograf9057226
sportograf9053624
sportograf9049478
sdc11377
sdc11376
sdc10244
image00866
ef0346006e4edbc3468e2416ef0041db10190
dscf2825
capture100425132232001
bikemaraton2010wroclaw056

Comments
Bez komentarzy »
Kategorie
Aktualności, Bikemaraton 2010, Relacje z zawodów
Komentarze rss Komentarze rss
Trackback Trackback

Jabłonna, Mazovia MTB Marathon 04.10.2009

sławek | 04/10/2009
Fb-Button

Meta !dystans: 43 km
prędkość średnia: 24.1 km/h
czas zawodnika: 01:46:58
miejsce w open: 263/715
miejsce w kat.: 91/257
rating open: 81.8%, rating kat.: 81.9%

Wstałem rano kompletnie niewyspany z brakiem chęci do czegokolwiek. Za oknem wiatr, ciemno i zimno. Ale postanowiłem że pojade więc nie było wyboru. Pakuje sie w samochód i po 3,5 h jestem w Jabłonnie.
Byłem ciekawy czy obronie IV sektor uzyskany w Józefowie jak się okazało przypadkowo po tym jak czołówka zgubiła się na trasie.
Parkowanie, ToiToi, składanie wszystkiego do kupy, przebieranie się, mała rozgrzewka (stanowczo za mała) i staje w sektorze. Pogoda była znośna, nie padało, wiatr niestety był.
Start jak zawsze na zapiek, z blatu i ośki. Asfalt, potem szuter i w las, i tłok jak na chińskim bazarze, masakra normalnie. Chwile odsapnąłem i zacząłem próby wyprzedzania tych którzy mi odjechali na asfalcie. Wąsko, szybko, momentami niebezpiecznie, ciężko odsapnąć. Kolano się nie buntuje tym razem, czuje sie bardzo dobrze. Robie ataki, wyprzedzam kilka osób, odpoczywam chwile i znów wyprzedzam i tak cały czas. Trzydziesty któryś kilometr, krótki podjazd, zrzucam ze środkowej tarczy na młynek i spada mi łańcuch :(
Wyprzedza mnie około 10 osób. Zaczyna się masakryczny pościg za tą grupką.
Cisne z całej siły. Dochodze trzy osoby, wyprzedzam, zostaje kilka km do mety. Znów ten szuter którym jechaliśmy zaraz po starcie. Ide z blatu i ośki 37 km/h, dochodzi mnie jeden zawodnik, puszczam go przed siebie, widze że nie mam szans na walke z nim. Przed nami ta grupka która mi uciekła po akcji z łańcuchem.
Podjazd pod wał który rok wcześniej był zryty przez dziki. Tym razem równo, ale już czuje że mi się ciężej jedzie. Odpuszczam pogoń, nie jestem w stanie ich dogonić. Szkoda, bo nie będzie walki na finiszu. Sam dojeżdam do mety.
Obroniłem IV sektor, czyli Józefów to nie był przypadek.
Ostrzyłem sobie zęby na III sektor ale było zbyt wąsko i nie dało się do końca powalczyć. Co ciekawe jechałem już w sporej grupce ludzi z III sektora, czyli dużo nie brakowało.

Jabłonna 2009
Jabłonna 2009
Jabłonna 2009
Jabłonna 2009
Jabłonna 2009
cov_jab-529
Comments
Bez komentarzy »
Kategorie
Aktualności, Mazovia MTB 2009, Relacje z zawodów
Komentarze rss Komentarze rss
Trackback Trackback

« Previous Entries

Kategorie

  • Aktualności
  • Bikemaraton 2010
  • Bikemaraton 2011
  • Fuerteventura 2010
  • GoPro HD
  • Gran Canaria 2011
  • Mazovia MTB 2009
  • Mazovia MTB 2010
  • MTB Maraton 2011
  • Okolica
  • Polandbike
  • Relacje z zawodów
  • Rower
  • sezon 2010
  • Sezon 2011
  • Sezon 2012
  • Testy
  • V Team
  • Vteam Jamis
  • XC

Archiwum

  • User Online: 1
  • Today Visit: 247
  • Yesterday Visit: 193
  • Week Visit: 636
  • Month Visit: 1529
  • Years Visit: 5292
  • Total Visit: 5293