Sławek Guit

Vteam Jamis
  • rss
  • Aktualności
  • Moje rowery
  • Wyniki
  • Księga gości
  • Galeria
    • MP Bankowców, Zieleniec 16.07.2011
    • MTB Marathon, Murowana Goślina 10.04.2011
    • Bikemaraton, Zawoja 04.06.2011
  • Linki
  • Rower na wadze

16.07.2011 Zieleniec, MP Bankowców
4 Bankowiec, 12 M3, 53 Open

sławek | 17/07/2011
Fb-Button

Jestem po diagnozie lekarskiej: astma spowodowana alergią. Od tygodnia tabletki i wziewne inhalacje.
Od startu w Wieluniu było tylko gorzej. To że udało sie przejechać tak a nie inaczej Zawoje to chyba jakiś cud.
Niby jest OK. Siła jest, chęć powrotu w góry ogromna. Myślałem że po tygodniu leczenia wszystko już będzie OK ale strasznie się pomyliłem. Wyjazd do Zieleńca startowo/rodzinny. Pogoda nam dopisała. Na sam start w Zieleńcu musiałem dojechać autem kilkanaście km. Ranek rześki ale słonecznie. Chęć pudła w kategorii bankowcy ogromna. Robie dobrą rozgrzewkę. Mały rekonesans warunków na samej trasie. Sucho, ale na 100% będą miejsca z niezłym błotem. Udaje sie stanąć  blisko taśmy. Dystans 29 km, jedna pętla. 3,2,1 i jedziemy. Asfaltem w dół. Niezła prędkość. Udaje sie utrzymać w miare czuba. Odbijamy w las pod góre, mały zator ale widzę czołówkę. Konwa na czele, jak wystrzelony z procy zaczyna podjazd. Kamienie, korzenie, trzęsie. Tempo jest niezłe. Jesteśmy w połowie podjazdu i sru. Jest po mnie. Nie mam siły, nie mam czym oddychać. Zaczynam być wyprzedzany ze wszystkich stron. Myśle że jak będzie tak dalej to przyjade chyba ostatni na mete:( Ze szczytu w dół po trasie narciarskiej. Potem asfalt i znów w dół. Tu błotko i kamienie. Kolejny podjazd. Ten już tak na pół gwizdka, ale sie nie poddaje. Troche po płaskim i w dół i na łuku ląduje w rowie :( Brak koordynacji. Czuje sie jakbym przejechał 130 km a nie 10 km. Wyprzedza mnie spora grupka zawodników. Jak na każdym maratonie ktoś kto trenuje z Virtualtrenerem zaczepia mnie oczywiście. Wymieniamy kilka zdań. Jedziemy razem. Przyznaje sie że jade w kat. bankowcy i temat sie kończy. Gość w bankowych ciuchach na podjeździe atakuje. Ja nie daje rady, jeszcze chwile go widzę, ale wleke sie jak żółw. Zostaje sam. Chwile później kolejni mnie wyprzedzają. Zjeżdżamy w dół, wpadamy na asfalt i teraz już tylko będzie pod góre. Zaczynam na serio cierpieć. Jade w małej grupce. Widok przede mną dziewczyny wykrzesał ze mnie ostatki sił. Myśle że gdybym nie dał rady jej wyprzedzić to chyba bym sie załamał. Bolało, zakręciło sie w głowie od niedotlenienia ale wjechałem 12 w kategorii M3 i 4 w kategorii bankowcy.
Chyba najgorsze miejsce z możliwych.
W Zieleńcu kończę mój sezon startowy w tym roku. Sezon chyba najgorszy z dotychczasowych. Ale o tym w podsumowaniu sezonu.

Galeria

Comments
Bez komentarzy »
Kategorie
Aktualności, Relacje z zawodów, V Team
Komentarze rss Komentarze rss
Trackback Trackback

04.06.2011, Zawoja, Bikemaraton
32 M3, 85 Open

sławek | 05/06/2011
Fb-Button

Do Zawoji jade dzień wcześniej. Ponad 400 km w jedną strone. Jest przed sezonem więc śpie i jem za grosze :) Na kolacje dostaje tyle że nie daje rady tego zjeść :) Wieczorem błyskawice i przechodzi niezła ulewa :O Chyba nie będzie lekko następnego dnia na trasie. Rano lekkie śniadanko, pakowanie do samochodu i jade na start. Pierwszy mój start w takich górach, mam lekkiego pietra. Jade na rozgrzewke. Jest cieplutko w lesie chłodno i wilgotno. Czuje sie dobrze. Ustawiam sie niestety w drugim sektorze po pechowym Wieluniu :(
Standardowo kilkanaście minut opalania i start. Lekko pod góre, potem kawałek płaskim i znów pod góre wąskim asfaltem. jest tłok, ale to nic w porównaniu z tym co ma nastąpić kawałek wyżej po zjechaniu z tego asfaltu. Kamienie, błoto, tłok, można sobie wyobrazić co sie dzieje. Pre na przód. Podjazdy równo i mocno. Troche sie przerzedza pod koniec pierwszego podjazdu. Zjazd i znów pod góre. Następny zjazd już po kamieniach i lekkim błotku powoduje że zaczyna sie robić tłoczno momentami. Zaczyna sie kolejny podjazd, bardziej konkretny. Pamiętam z profilu że nie jest zbyt długi i ten cięższy jest w okolicach 25 km. Krótki zjazd, podjazd i jedziemy znów w dół. Wpadamy na asfalt, wiem że jeśli jest w dół to zaraz zacznie sie znów w góre więc postanawiam zaatakować i skoczyć do nstępnej grupy. Zakręt w lewo i leże. Nie zmieściłem sie i przednie koło uciekło mi na pobocze. Wstaje, oglądam rower. Wszystko trzyma sie kupy więc jade dalej. Dochodzi mnie grupka której chcialem uciec. Znów jedziemy razem. Łokieć i kolano krwawi. Ale zauważam to dopiero po chwili. Da sie jechać więc jade. Wjeżdamy razem w grupce, podjazd sztywny, długi. Czuć w nogach. Patrze na licznik i widze że konkret za chwile sie zacznie. Zjazd w błocie po osie i zaczynamy wspinaczke na 1111 m npm. Towarzystwo mocno przerzedzone, każdy jedzie swoje, tu dopiero wychodzi cała prawda o nas. Tu nikt o posturze king konga cie nie wyprzedza jak na Mazowszu czy w Wielkopolsce. Jade patrząc co chwile w góre i mając nadzieje że to szczyt, ale jest kolejny skręt w lewo lub w prawo i znów pod góre. Boli łokieć. Zaczyna puchnąć. Dopóki jest pod góre jest OK. Mała chopka w dół i znów kawałek pod góre i jest ! Szczyt, Jałowiec. Satysfakcja ogromna, zapominam o bólu.
Zaczynamy zjazd. Naczytałem sie aby nie jechać w koleinie, trzymać sie środka. Teraz w zasadzie gnamy do samej mety ciągle w dół. To co niektórzy robią na tych kamieniach to już szczyt ekwilibrystyki. Ja hamuje, a nie jade jakoś wolno i słysze za sobą LEWAAAA, KURWAAAA!! i gość przelatuje obok mnie jak pocisk. Teraz na zjeździe dopiero czuje ból łokcia. Na każdej dziurze czuje opuchlizne. Wpadamy na asfalt. Trójka zawodników zaczyna mi uciekać. Dokręcam na maksa ale moje przełożenie 40×11 nie pozwala na szybszą jazde. Zaczynam poznawać odcinek którym jechaliśmy pod góre. Odbijamy w lewo w teren. Błoto, kamienie, ślisko, zmęczenie. Mijam jednego z ucieczki – laczek, za kilka metrów drugiego – łańcuch, trzeciego nie daje rady złapać. Wpadam na mete 32 w kategorii.
Nic nie daje takiej frajdy jak jazda po górach, tu boli, tu walczysz z samym sobą.
Jade do karetki gdzie miła pani opatruje moje rany.
Następną noc praktycznie nie przesypiam z bólu.

bmzawoja395
dsc0104
dsc09787
dsc1756
dsc2567
zawoja111550t9o7907
zawoja112619l3w3646
zawoja112623l3w3647
zawoja112625l3w3650
zawoja112703mg2829
zawoja112814o0c0082
zawoja112815o0c0083
zawoja131638mg3510
zawoja131708o0c3208
zawoja131709o0c3209
zawoja131710o0c3210
zawoja131816t9o8308
zawoja132036mg2202
Comments
Bez komentarzy »
Kategorie
Aktualności, Bikemaraton 2011, Relacje z zawodów, Sezon 2011, V Team
Komentarze rss Komentarze rss
Trackback Trackback

21.05.2011 Wieluń, Bikemaraton
27 M3, 81 Open

sławek | 22/05/2011
Fb-Button

Rok wcześniej ulewa i tony błota. W tym roku piach i kurz czyli zupełnie inna trasa. Zajeżdżam po 8:00 do Wielunia, koło 9:00 dołącza Michał. Mateusz i Adam też już są.  Jest trochę za ciepło. Robimy rozgrzewkę z Michałem i jedziemy do pierwszego sektora poopalać się trochę :) Kilkanaście minut do startu Michał zauważa że nie ma powietrza w przednim kole. Pompowanie nic nie daje. Mleczko nie łata dziury. Zakłada dętkę dosłownie chwile przed samym startem. 3,2,1 i jedziemy. Czuje sie dobrze, zaczynam spokojnie ale czuje że jest OK. Wpadamy z asfaltu w pole i zasuwamy w kurzu. Dosłownie nie widzę tego który jedzie przede mną. Po kilku kilometrach widzę Michała jak z laczka wraca do mety, kapeć.
Miał pecha niestety. Trasa płaska, tworzą sie grupki i tak mija nam czas na wspólnym pedałowaniu :) W pewnym momencie czuje że coś jest nie tak. Cisne w pedały a jakoś nie przekłada się to jazdę. W pewnym momencie pomyślałem że też mam kacia ale nie. Tętno jakieś dziwnie wysokie, powoli zaczynam słabnąć. Coś jest nie tak i  nie jest to problem odżywiania czy picia. Jade w jakiejś małej grupce i nagle widzę jak z bocznej drogi wyjeżdża Adam z Oskarem. Pomylili trasę. Jedziemy chwile razem. Ja marudze, Adam marudzi, Oskar też. Zostajemy sami z Adamem i chwile jedziemy razem ale ja w końcu odpuszczam, nie mam po prostu siły. Pechowy dla nas start jako zespołu. Chyba najlepiej pojechał Mateusz a reszta miała jakieś przeboje. Kończe 27 w kategorii, szkoda bo mogło być tego dnia lepiej. Trace pierwszy sektor niestety i 12 miejsce w generalce.

imgp0496
p5217432
sdc16408
wielun113058mg9687
wielun113059mg9688
wielun113155mg9987
wielun114359t9o6167
wielun121256l3w0696
wielun125808mg0349
wielun125822o0c7686
wielun125825o0c7687
wielun130106mg0788
Comments
Bez komentarzy »
Kategorie
Aktualności, Bikemaraton 2011, Relacje z zawodów, Sezon 2011, V Team
Komentarze rss Komentarze rss
Trackback Trackback

07.05.2011 Zdzieszowice, Bikemaraton
24 M3, 69 Open

sławek | 08/05/2011
Fb-Button

Nocujemy z Michałem u Adama w Gliwicach. Wspólna kolacja, śniadanko i jedziemy do Zdzieszowic na start. Kolejny raz dobra pogoda. Góra św. Anny to nie góry ale bałem sie tego startu. Bałem sie tego pierwszego podjazdu i tego czy wytrzymam to tempo. Startujemy wszyscy z pierwszego sektora, duma mnie rozpiera:)
Mała rozgrzewka po trasie i widze że zapowiada sie fajne ściganie. Na starcie pojawia sie nasz treneiro czyli nic nie da sie ukryć :) 3,2,1 start i idzie ogień. Tak szybko pod gorę jeszcze nie jechałem :) Powoli przesuwam sie na początek i po chwili na zakręcie widze czołówkę, jakieś 100 m przede mną…. Narzucają takie tempo że nie masz szans przesunąć się do przodu. Wpadamy do lasu, zjazd na którym trzeba dokręcać i wpadamy do amfiteatru. Mały korek i ponownie podjazd tym razem krótszy. Mijam Mateusza, chwile jedziemy razem ale gdzieś go gubie. Kolejny zjazd i niestety na łuku ucieka mi na korzeniu przednie koło i gleba. Szybko zbieram sie do kupy i gonie. Następny podjazd i jest już troche luźniej, mniej ludzi. Staram sie trzymać równe tempo. Na szczycie stoi nasz trenejro z bidonami. Mam jeszcze picie w plecaku więc jade dalej. Adam ostrzegał przed odcinkiem asfaltowym gdzie na pewno będzie wiało i trzeba załapać się z jakąś grupką. Oczywiście przegapiłem moment i na tym odcinku jade sam. Zwalniam i czekam aż ktoś mnie dojdzie i troche będzie raźniej. Dochodzi mnie jakiś zawodnik ale na współprace nie mam widze co liczyć i ciągne jak osioł sam bo widze że nam grupka ucieka. Doszedłem ich niestety w miejscu gdzie wjechaliśmy ponownie w teren. Jakiś kolejny podjazd, zjazd i znany już odcinek przed metą. Niestety dublujemy HARO. Rodzice z dziećmi itp. Trzeba uważać. Lasek, mostek i końcówka w której objeżdają mnie chłopaki z M1 :) Z wyniku jestem zadowolony. 24 miejsce w kategorii i 69 Open.

DSC_0189
IMGP8623
IMG_0177
P5070241
P5079253
Comments
Bez komentarzy »
Kategorie
Aktualności, Bikemaraton 2011, Relacje z zawodów, Sezon 2011, V Team
Komentarze rss Komentarze rss
Trackback Trackback

17.04.2011 Wrocław, Bikemaraton
29 M3, 83 Open

sławek | 18/04/2011
Fb-Button

Jade dzień wcześniej do Wrocławia, robie objazd dystansu MINI czyli w zasadzie start i końcówka Mega. Pogoda jest fajna, trochę błota miejscami na trasie. Wieczorem dojeżdża Michał, obalamy małe piwko i idziemy grzecznie spać. Rano śniadanko i ruszamy na start. Zapowiada sie dobra pogoda. Składamy sprzęt, dojeżda Łukasz, na rozgrzewce spotykamy skupionego Adama czyli jest nas w sumie czwórka z V-Team :) Zaliczamy kilka razy krzaczki na siusiu czyli norma, te koksy trzeba wkońcu kiedyś wydalić :) Start z powodu dużej frekwencji sie opóźnia więc opalanie mamy za free :)
Start i ogień po płaskim. Adam jedzie z pierwszego sektora, Michał daje w palnik od startu i po paru minutach trace go z oczu, Łukasz też znika wiadomo jedzie mini.
Jedzie mi sie dobrze, stare racing Ralphy idą jak wściekłe po twardym, na błocie trochę tańczę ale daje rade. Podjazd pod Wiśniową Góre końcówkę robię z laczka bo niestety trace przyczepność na tych łysych laczkach. Mało ludzi do współpracy. Ciągnę większość czasu kilku innych i jak się potem okazało jechali oni Giga więc na rozjeździe zostaje sam. Oprócz tej jednej górki jest raczej płasko i cała sztuka polega na tym aby trzymać się z jakąś dobrą grupą. Staram się jak mogę ale bywa różnie. Trasa łatwa i szybka. Wywalczony 1-szy sektor na Zdzieszowice, super !

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
SONY DSC
SONY DSC
DSC_0864
IMG_6411
IMG_6412
IMG_6413
Wroclaw 11-39-54_O0C2001
Wroclaw 12-59-14_T9O1019
Comments
Bez komentarzy »
Kategorie
Aktualności, Bikemaraton 2011, Relacje z zawodów, Sezon 2011, V Team
Komentarze rss Komentarze rss
Trackback Trackback

Zgrupowanie Vteam

sławek | 02/04/2011
Fb-Button

Pod koniec marca przebywałem z prawie całą ekipą Vteam na zgrupowaniu w okolicach Nowego Sącza. Wyjazd był połączony z badaniami wydolnościowymi w Katowicach. Z wyników jestem zadowolony. Na zgrupowaniu trenowaliśmy pod okiem naszego trenera, pogoda dopisała, było słonecznie lecz trochę chłodno. Dwa treningi dziennie, jeden z rana a drugi popołudniu. W zasadzie czasu zostawało tylko na regeneracje i spanie. Atmosfera była super. Humory dopisywały. Niestety nie mogłem zostać przez cały tydzień, szkoda. To był mój pierwszy kontakt z górami, myślę że w tym sezonie nie ostatni ;)
Łatwo nie było bo jeszcze parę dni po powrocie czułem w nogach treningi :)

Comments
Bez komentarzy »
Kategorie
Aktualności, Sezon 2011, V Team
Komentarze rss Komentarze rss
Trackback Trackback

26.09.2010 Mazovia MTB Nowy Dwór
37 M3, 103 Open

sławek | 27/12/2010
Fb-Button

W zasadzie bylem już zmęczony tym sezonem. Niby mniej startów ale same treningi dały w kość. Plusem tego były lepsze wyniki.
Start w Nowym Dworze razem z Pawłem potraktowaliśmy jako wspólne zakończenie sezonu. Było o czym porozmawiać przed startem zwłaszcza że był on świeżo po zgrupowaniu.
Na miejscu składam rower i tu niespodzianka, nie mam powietrza w przednim kole. Świeżo dzień wcześniej uszczelniałem oponę i widocznie gdzieś przez te stare papierowe Racing Ralphy uszło powietrze. Pompuje, trzyma ciśnienie więc może będzie OK. Dojeżdża Paweł, kręcimy po okolicy, robimy rozgrzewkę. Spora frekwencja, czuć ciśnienie w powietrzu, ostatnia Mazovia, walka o punkty.
Wbijamy się do swoich sektorów, kolejki spore, jestem przy bramce, patrze że nie mam bidona. Zostawiłem na dachu samochodu. Szybko wracam na parking, zabieram bidon i w końcu ląduje na końcu sektora, znowu :( Nie ma szans na przyzwoity wynik.
Start, kilka zakrętów, jakiś nasyp, ludzie skracają trasę, odpuszczam sobie. Dwa razy spada mi łańcuch, tracę kolejne pozycje, jakiś pechowy ten start. Płasko, szybko, sporo kraks, sporo mocno poturbowanych na poboczach.
Meta i koniec sezonu. Miejsce przyzwoite, mogło być znacznie lepiej, ale niestety wyszło jak wyszło. Czekam na Pawła na mecie. Nieźle pojechał, gratuluje.

Comments
Bez komentarzy »
Kategorie
Aktualności, Mazovia MTB 2010, Relacje z zawodów, sezon 2010, V Team
Komentarze rss Komentarze rss
Trackback Trackback

05.09.2010 Mazovia MTB Pułtusk
3 m-ce kat. bankowcy
52 M3, 139 Open

sławek | 13/09/2010
Fb-Button

Dojazd do samego Pułtuska raczej nieciekawy, nawigacja wybrała nienajlepszą drogę. W oczy rzuca sie łądny rynek. Jestem dosyć wcześnie, załatwiam wszystko co jest do załatwienia, przebieram sie, dzwonie do Pawła który jest na obozie w górach i brodzi w deszczu. Pogoda w Pułtusku za to w sam raz, nie za ciepło nie za zimno, słonecznie. Jakaś rozgrzewka, a raczej zwiedzanie miasta. Wbijam sie do II sektora, oczywiście tradycyjnie nie stoje na samym początku bo to woda, to kogoś spotykam i gadka szmadka itp. Staje w końcu w połowie sektora. Znany już spiker efektownie krzyczący START i dajemy w palnik. Tempo takie średnie, powoli przesuwam sie do przodu. Po kilometrze widze już czołówke. Szacun dla gościa który ciągnie przez prawie cały dystans. Kogoś wyprzedzam i pada pytanie co ja tu robie zamiast być z trenerem na zgrupowaniu w górach :) No cóż, puchar bankowca. Potem przez resztę dystansu jedziemy w kilkuosobowej grupce, czasami ktoś odpada, dojeżdamy do osób które odpadły od pierwszego sektora. Trasa raczej na zmęczenie, żadnych atrakcji. W pewnym momencie zjeżdżamy sie razem z dystansem MINI i gubie zasadniczą grupkę. Sam dobijam do mety. Pakowanie, przebieranie, wizyta przy tablicy wyników i w kategorii bankowca widnieją tylko pierwsze dwa miejsca. Czekam na dekoracje, i niespodzianka, jestem trzeci.

Comments
4 komentarzy »
Kategorie
Aktualności, Mazovia MTB 2010, Relacje z zawodów, sezon 2010, V Team
Komentarze rss Komentarze rss
Trackback Trackback

28.08.2010 Bikemaraton Wieluń
2 m-ce w kategorii bankowców
25 w M3 i 93 w Open

sławek | 29/08/2010
Fb-Button

dscn1042_1

Prawie cztery tygodnie bez startów. Próby dojścia do tego co powoduje kolkę, lekarze, tabletki, treningi na podjazdach, ogólnie ciężki okres i bardzo męczący. Wielka niewiadoma co będzie podczas startu. Cel był taki aby ukończyć kategorie bankowców na jak najlepszym miejscu zbierając punkty do pucharu oraz pierwsza setka w open. Zajechałem na miejsce startu a tam leje i lało podobno już pare dni. I po co czyściłem rower? Odbiór gadżetów w biurze wracam do samochodu i nie mam ochoty z niego wyjść tak leje. Zostaje godzina do startu więc albo rybka albo ? Smaruje sie SecondSkinem bo wody będzie dużo. Ubieram się a następnie jade zrobić rozgrzewkę. Start miał być poprzedzony rundą honorową przez miasto a następnie start sektorowy. Stoje w 2 sektorze już lekko mokry, krzyki z głośników, jakaś obsuwa ze startem bo ktoś się jeszcze rejestruje. Start i runda honorowa która przerodziła się w maraton. Sporo osób prze na przód chodnikami, trawnikami, byle do przodu, ogólnie masakra. Niestety startu sektorowego po rundzie chonorowej nie było, był start ostry i tym sposobem wystartowałem z połowy stawki. Najpierw asfalt później polnymi drogami. Sporo ludzi do wyprzedzania ale coś jest nie tak. Po paru kilometrach zaczynam zwalniać, myśle że chyba to nie mój dzień. Po płaskim jade coraz wolniej. Jak dochodze do 21 km/h postanawiam się zatrzymać i sprawdzić czy złapałem gumę. Staje, oglądam koło, wszystko OK, próbuje obrócić koło i jest z tym problem. Straszny opór. Wypinam, wpinam ponownie i jest troche lepiej. Zaczynam gonić. Wjeżdamy w las, staram sie nadgonić tych którzy mnie wyprzedzili, ktoś jadący obok traci trakcję i ląduje bokiem na mnie. Leże w jakichś krzakach. Kolejni mnie objeżdają. Zakręt w lewo, zaciskam hamulce, i konsternacja, nie zwalniam, nie mam hamulców :O Wkońcu zatrzymuje się i sprawdzam co jest, i przy zaciśniętych klamkach hamulce nie działają. Dopiero po kilkukrotnych zaciśnięciach klamek zaczynają łapać. Koniec klocków, na 100% na tyle, przód na 80%. Jade dalej, teraz mam do odrobienia jeszcze więcej. Większości nie pamiętam, po 20 km zdejmuje okulary bo już przez nie nic nie widać. Teraz ten cały syf leci mi prosto w oczy. Kilka podjazdów, jakieś zjazdy bez hamowania, czasami na granicy rozsądku, ale byle do przodu. Po 30 km jedzie mi sie już znacznie lepiej. Staram się nadgonić ile się da. Rozjazd Mega/Mini i myśle czy jest sens jechać dalej bez hamulców czy odpuścić ten maraton. Skręcam na Mega. Sporo jazdy polami i całość w błocie. Wkońcu dojeżdam na mete i mam serdecznie dosyć. Nie mam hamulców, zgubiłem gdzieś pompkę, w oczach mam pełno błota, wyglądam jak górnik i nie wiem od czego zacząć przebieranie się. Myje sie, ubieram coś suchego ide do tablicy z wynikami i czytam że jestem 2 w kategorii bankowców, 25 w M3 i 93 w Open. W tym wszystkim zapomniałem o kolce, kilka razy łapało mnie coś ale było to na tyle słabe że dałem sobie rade. Ide po makaron i czekam na dekoracje. Pierwsza dekoracja w moim życiu. Puchary, zdjęcia, gratulacje, ja chce tego więcej :)

Comments
Bez komentarzy »
Kategorie
Aktualności, Bikemaraton 2010, Relacje z zawodów, sezon 2010, V Team
Komentarze rss Komentarze rss
Trackback Trackback

01-08-2010 Bikemaraton Kraków, znów pechowo
31 M3, 92 Open

sławek | 04/08/2010
Fb-Button

Bikemaraton - Kraków 01.08.2010
Bikemaraton - Kraków 01.08.2010
Bikemaraton - Kraków 01.08.2010
Bikemaraton - Kraków 01.08.2010
Bikemaraton - Kraków 01.08.2010
sportograf11168367
sportograf11167326
sportograf11164115

Maraton w Krakowie to pierwszy mój wyjazd w troche większe górki niż dotychczas. Upał dał się tego dnia chyba wszystkim we znaki. V Team pojawił się w składzie trzech zawodników Paweł, Jacek i ja. Start z drugiego sektora czyli już troche luźniej niż we Wrocławiu, pierwszy podjazd i standardowo kolka, słabsza niż zwykle, ale na tyle upierdliwa że utrudnia oddychanie. Staram się przetrzymać ale perspektywa kolejnych 60 km z bólem nie napawa optymizmem. Staram się trzymać równe oddychanie aż do zjazdu. Zjazd i pierwsze gleby. Na szczęście udaje się nie zaliczyć upadku. Dziesiąty kilometr i przy wrzucaniu łańcucha na blat przednia przerzutka obraca mi się wokół własnej osi i przesuwa się o dobry centymetr do góry :( Czekam na koniec zjazdu dokręcając na środkowej zębatce. Zjeżdam na bok, szybkie oględziny, liczenie w głowie mijających mnie innych zawodników. Jedyne co moge zrobić to ustawić ją ponownie tak aby chociaż nie tarła o korbę. Jade dalej i przez chwile zapominam o kolce. Zmiany przełożeń już nie są takie jak powinny ale rezygnuje z kolejnego postoju bo czuje że i tak trace momentami jadąc z bólem. Po dwóch godzinach mam kryzys. Upał i zaduch, dodatkowo kolka i sama woda w camellbaku. Łapie izotonik na bufecie, już nie pamiętam kiedy ostatnio korzystałem z bufetu. Na podjazdach całość na tyle się rozciągnęła że jade momentami sam, dochodzą mnie inni i odjeżdają w siną dal. Ostatnie 10 km jade już bardzo wymęczony, łapią mnie kurcze w nogach. Walcze z samym sobą. Mijam ludzi z dystansu MINI, dzieci, rodziny. Wpadam na Błonia i resztkami sił staram się nie dać złapać grupce pościgowej za mną. Niestety przegrywam ten pojedynek. Jestem 31 w kategorii M3 i 92 w Open.
Pierwsza setka w open i trzydziestka w kategorii to chyba niezły wynik zważywszy na mój stan zdrowia. Można by się zastanawiać co by było gdyby nie ta cholerna kolka.

Comments
Bez komentarzy »
Kategorie
Aktualności, Bikemaraton 2010, sezon 2010, V Team
Komentarze rss Komentarze rss
Trackback Trackback

2010-07-18, Gniezno Skoda Maraton MTB czyli pecha ciąg dalszy
7 kat, 33 Open

sławek | 19/07/2010
Fb-Button

Mega, 50 km, Open: 33/120, Kat: 7/34
Pogoda średnio dopisała w tym dniu. Rozgrzewka w deszczu i na starcie stanęliśmy cali przemoczeni. Na szczęście przestało padać przed startem.
Czułem się dobrze, nogi kręciły się też nieźle. Start honorowy ulicami miasta, pierwsze gleby, korki przy dojeździe do startu ostrego, sam ostry start i na wąskiej drodze samochód jadący z naprzeciwka, kolejne korki. Nie zwiastowało to nic dobrego. Pare km dalej łapie mnie kolka i w tym momencie jest już po zawodach dla mnie. Staram się jechać na tyle na ile da się znieść ból. Momentami gdy dochodze do siebie troche nadrabiam, ból powraca, opadam z sił. Trasa słabo zabezpieczona i słabo oznakowana. Większość się pogubiła.
Na mete wjeżdam obolały i co dziwne nogi nie były jakoś mocno zmęczone.
Wynik lepszy od ubiegłorocznego o dobre 10 minut więc jakiś progres jest, szkoda tylko że zdrowie nie dopisało.

Comments
Bez komentarzy »
Kategorie
Aktualności, Relacje z zawodów, sezon 2010, V Team
Komentarze rss Komentarze rss
Trackback Trackback

Piaseczno, Mazovia MTB 23.05.2010

sławek | 31/05/2010
Fb-Button

dystans: 63 km
prędkość średnia: 21.1 km/h
czas: 02:59:20
miejsce w open: 182 / 623
miejsce w kat.: 73 / 233

dsc2131
dsc1400
dsc03611
dsc1085
dsc03170

Większość imprez odwołana, w planie był start w Wieluniu. Gdzieś trzeba było jechać i wybór padł na Piaseczno. To był już mój trzeci start w tym miejscu i za każdym razem trasa a raczej warunki mnie zaskakiwały. Trasa płaska jak stół lecz warunki sprawiły że łatwo nie było. W takim błocie przez tyle kilometrów jeszcze nie jechałem. Miejscami był problem z wydostaniem rowera z błota. Start z dziesiątego sektora razem z Robertem. Start każdego sektora co 2 minuty. Plan był prosty, dajemy mocne zmiany, wyprzedzamy kilka minut, później chwila odpoczynku i następny atak. I tak od startu dajemy w palnik. Po kilku minutach dochodzimy do zawodników z dziewiątego sektora, sporo wyprzedzania, mała luka i wydostajemy się z niego doganiając kolejny sektor. Dochodzimy następne grupki, pytamy jaki sektor, siódmy, jest dobrze. Nie jest lekko, miejscami wąsko, błoto po kolana. Zgubiłem gdzieś Roberta, został gdzieś przyblokowany. Chwile czekam na niego, jem kolejnego żelka, popijam nie widze jego koszulki. Postanawiam jechać dalej swoje. Ściągam okulary przez które od błota i pary nie widze zbyt wiele. Kilka kilometrów przed metą ponownie spory odcinek w błocie, widze że niektórzy mają serdecznie dosyć. Ja również. Mała kałuża, 30 km/h omijam prawą stroną i gleba, jade pare metrów bokiem po ziemi i zatrzymuje się przed pieńkiem. Wstaje wsiadam spowrotem na rower i czuje że wszystko mnie boli. Niestety nie dochodze już zawodnika który przy tym upadku mnie wyprzedził. Wynik zadowalający, rower do gruntownego czyszczenia:)

Comments
Bez komentarzy »
Kategorie
Aktualności, Mazovia MTB 2010, Relacje z zawodów, V Team
Komentarze rss Komentarze rss
Trackback Trackback

V Team – czyli nowy sezon w nowych barwach

sławek | 30/04/2010
Fb-Button

Nowy sezon to również nowe barwy klubowe. Wkrótce pojawi się strona klubu oraz zamieszcze więcej informacji.

V Team

Comments
Bez komentarzy »
Kategorie
Aktualności, V Team
Komentarze rss Komentarze rss
Trackback Trackback

Kategorie

  • Aktualności
  • Bikemaraton 2010
  • Bikemaraton 2011
  • Fuerteventura 2010
  • GoPro HD
  • Gran Canaria 2011
  • Mazovia MTB 2009
  • Mazovia MTB 2010
  • MTB Maraton 2011
  • Okolica
  • Polandbike
  • Relacje z zawodów
  • Rower
  • sezon 2010
  • Sezon 2011
  • Sezon 2012
  • Testy
  • V Team
  • Vteam Jamis
  • XC

Archiwum

  • User Online: 4
  • Today Visit: 136
  • Yesterday Visit: 193
  • Week Visit: 525
  • Month Visit: 1418
  • Years Visit: 5181
  • Total Visit: 5182